Święta, święta i po świętach – a tak naprawde wracam myślami do naszej Wigilii klubowej. Pierwszy raz w nowej aranżacji. Planowaliśmy to wydarzenie z dużym wyprzedzeniem, pomysł gonił pomysł, zmieniały się kocepcje – przecież mamy dużo czasu. I nagle okazało się, że czasu jest coraz mniej. Jedyne co mieliśmy gotowe to choinki z kolowego papieru które Żanetka z poświęceniem składała od ponad miesiąca. Rzuciliśmy się do pracy – strojenie choinki, sali, stołów, układanie dekoracji, chwile zwątpienia, że goście zastaną nas w totalnej rozsypce i że to się na pewno nie uda, małe wypadki przy podłączniu choinki do prądu – aż trzech panów tym się zajmowało ale ucierpiał na szczęście niegroźnie Jacek natomiast Romek i Adrian dzielnie mu klibicowali na wypadek gdyby była potrzebna interwencja medyczna – to wszystko sprawiło, że długo tych przygotowań nie zapomnimy.
I wreszcie nadszedł ten wieczór – wykończeni ale szczęśliwi czekaliśmy na przybycie gości. Przyciemnione światła, zapalone świece, pięknie nakryte stoły, robiły wrażenie.Kiedy już wszyscy wygodnie usiedliśmy, nadszedł czas na część artystyczną. I tu wielki ukłon w stronę Asi i jej dzieciaków. Kuba i Kinga cudownie poprowadzili ten wieczór – Kinga śpiewała kolędy, Bartek przeczytał wiersze – nie obyło się też bez wzruszeń, kiedy na scenie pojawiły się nasze przedszkolaki czyli Wiktoria która pięknie zaśpiewała piosenkę o Mikołaju oraz Marcelek, synek Adriana który z kolei jak na poważnego przedszkolaka przystało popisał się wierszykiem.
Po występach artystycznych przyszła pora na dzielenie się opłatkiem – ta nasza polska, piękna tradycja, zawsze będzie powodem do wzruszeń.
A potem……. niespodzianka – czyli karaoke z kolędami 🙂 i wtedy zaczęła sie zabawa. Śmialiśmy, podziwiali, klaskali bo cytując klasyka „śpiewać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej…..” nikt nikogo nie oceniał, każdy chwalił narodzenie Jezusa na swój sposób – a najgłośniej chyba nasz terapeuta Zbyszek, który dał popis głosowej wirtuozerii.
Udało nam się stworzyć klimat domowej Wigilii. Bo właśnie taki był cel – nie wszyscy mamy rodziny z którymi możemy się spotkać z takich lub innych względów, więc chcieliśmy, żeby było miejsce, gdzie można ogrzać się w domowym cieple. I to się nam udało. Moim marzeniem jest, żeby udało nam się spotkać w przyszłym roku w takim, lub bardziej licznym gronie 🙂
